TELEMEDICUS.PL



POLETKO PANA BOGA

Dyskusje o finansowaniu służby zdrowia i właściwym podziale posiadanych zasobów stoją często na bardzo niskim poziomie merytorycznym. Temperatura dyskusji bliższa bywa histerii aniżeli racjonalnego dialogu. Niemal każdy kolejny spór, dotyczący rozmiarów koniecznych cięć w służbie zdrowia, wykazuje głębokie przywiązanie do bezrefleksyjnego założenia, że życie i zdrowie ludzkie jest bezcenne. W wymiarze etycznym to prawda. Tymczasem nasze poglądy etyczne w zderzeniu z koniecznością podejmowania decyzji na gruncie realnym, muszą przejść istotną metamorfozę. Nie mogą być rozważane na gruncie narzędzi etycznych lecz ekonomicznych. W każdym, nawet najbogatszym kraju, szczytna idea ratowania i przedłużania życia ludzkiego za wszelką cenę musi bowiem zmierzyć się z problemem ograniczoności zasobów finansowych przeznaczonych na ten cel. Trywialną prawdą jest przecież to, że żadne społeczeństwo nie byłoby skłonne przeznaczyć całego PKB na ochronę zdrowia. Na luksus zaspokojenia wszystkich potrzeb zdrowotnych nie mogą sobie pozwolić rządy najbogatszych państw świata. Dylematu opłacalności ratowania ludzkiego życia i zdrowia nie da się uniknąć, niezależnie od tego, czy na ochronę zdrowia przeznaczymy 6%, 9%, czy też 12% PKB.

Tymczasem zamieszanie powstałe na skutek decyzji Prezesa NFZ, ograniczającej stosowanie kosztownych procedur niestandardowych, ujawniło w sposób dobitny, że problematyka powyższa jest w odbiorze społecznym tematem tabu. Gdyby było inaczej, może nasi decydenci nie unikaliby jak ognia mówienia otwartym tekstem o dylematach, związanych z opłacalnością stosowania różnych procedur medycznych. W gorących dyskusjach dotyczących ograniczeń finansowych w służbie zdrowia używa się wyłącznie argumentów etycznych. Dyskusja toczy się najczęściej za pośrednictwem mediów, nastawionych na sprzedaż emocji. W tym opakowaniu ochrona naszego zdrowia sprzedaje się najlepiej, zwłaszcza w okresie napięć przedwyborczych. Brakuje natomiast płaszczyzn pozwalających na rzeczową, pozbawioną odniesień politycznych, dyskusję o celach i ograniczeniach naszej służby zdrowia. Brak przede wszystkim przyjęcia za podstawę dyskusji twardego faktu, że nie stać nas na leczenie według potrzeb i utrzymywanie wszystkich w dobrym zdrowiu długo i szczęśliwie.

W naszej narodowej dyskusji brakuje głosów specjalistów od ekonomii, którym udało się opracować modele wyceny zdrowia i przedłużania życia. Prace nad doskonaleniem tych modeli trwają nadal, z gorszym lub lepszym skutkiem, również na polskich uczelniach. Na gruncie ekonomii próbuje się znaleźć przydatne w praktyce rozwiązania, starając się odsunąć problemy etyczne na dalszy plan. Wbrew jakimkolwiek innym ocenom, pomijanie zagadnienia efektywności wykorzystania środków w służbie zdrowia tkwi, moim zdaniem, u podstaw wszystkich nieporozumień etycznych. Niepodjęcie tego zagadnienia teraz, spowoduje powrót do niego przy groźbie kolejnej ludzkiej tragedii, wynikającej z niedostatków w naszej narodowej, zdrowotnej kasie.

Znalezienie złotego środka na gruncie ekonomii, a jednocześnie akceptowanego w wymiarze ogólnospołecznym, może mieć ważne znaczenie praktyczne. Na tym gruncie bowiem ograniczenia finansowe przekładają się na codzienne, dramatyczne decyzje urzędników, menagerów i lekarzy. Pół biedy, jeśli przychodzi im, np. kosztem nie przedłużenia życia kilku osób w starszym wieku, umożliwić leczenie kilkudziesięciu dzieci z chorobą nowotworową. Nieporównanie trudniejszą do podjęcia jest decyzja, komu z chorych, jednakowo kwalifikujących się do leczenia, odmówić jego finansowania, skazując niewątpliwie na cierpienie, a nawet skrócenie życia.

Nie negując błędów pracowników Ministerstwa Zdrowia i NFZ popełnianych w zakresie i sposobie przeprowadzania oszczędności, należy stanowczo podkreślić, że decyzje podejmowane na co dzień w tych instytucjach należą do najtrudniejszych wyzwań przynależnych nie tylko urzędnikowi państwowemu, nie tylko urzędnikowi w ogóle, ale również człowiekowi. Dzieje się tak zawsze, kiedy człowiek musi decydować o sprawach życia i śmierci.

Dzieje się tak zawsze, kiedy człowiek wchodzi na poletko Pana Boga.

Łukasz Piotrowy