TELEMEDICUS.PL



NFZ NA CENZUROWANYM

Jak wykazały niedawne badania Centrum Badania Opinii Społecznej zdecydowana większość społeczeństwa (76%) krytycznie ocenia funkcjonowanie Narodowego Funduszu Zdrowia, jedynie nieliczni (13%) wypowiadają się o jego pracy pozytywnie. Ponieważ od dłuższego czasu NFZ nie ma dobrej prasy, należy uznać, że wyrażana w ankietach opinia ma charakter trwały. I trudno spodziewać się, aby było inaczej, zważywszy na specyfikę tej instytucji finansowej.
Z jednej strony od sprawności jej działania zależy dobro, na którym nam szczególnie zależy, tj. życie i zdrowie. Z drugiej strony - nie ulega wątpliwości, że jej realne możliwości wpływu na nasze samopoczucie, są ograniczone - wielkością posiadanych środków finansowych. Nieograniczoność potrzeb zdrowotnych i ograniczoność środków posiadanych na ich zaspokojenie stawia zawsze NFZ pod presją niezaspokojonych potrzeb pacjentów. Presja ta zwielokrotnia się w okresie stabilizacji lub spadku przychodów Funduszu i najczęściej przyjmuje bardzo medialny charakter. Reportaże interwencyjne z udziałem chorych i najczęściej ciężko doświadczonych przez los ludzi zawsze będą wzbudzać odruch współczucia i chęć niesienia pomocy. Ale także, niestety, uruchamiać aktywność w kierunku znalezienia instytucji i ludzi odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. W tym względzie NFZ, dysponujący ściśle wyznaczonymi zasobami, będzie zawsze na pozycji przegranej, ponieważ w tych warunkach nie ma możliwości spełnienia znacznej części tych potrzeb. Każda decyzja dotycząca podziału ograniczonych środków nieuchronnie ląduje na cenzurowanym. Z tego też powodu jego pracownicy muszą na co dzień charakteryzować się wysokim poziomem asertywności. Trudno jednakże spodziewać się, aby nawet dobrze uzasadnione, lecz częste powtarzanie słowa „NIE”, spotykało się z pozytywnym społecznym odbiorem.
 
W kontekście tak fatalnych notowań NFZ, wynikających głównie z naszych niezaspokojonych oczekiwań, wydaje się, że ciągle za mało mówimy o tej oto prostej prawdzie, że Narodowy Fundusz Zdrowia jest niczym innym, jak tylko dysponentem naszych pieniędzy. Posiada do dyspozycji tylko taką kwotę, jaką mu corocznie - za pośrednictwem ZUS i KRUS - przekażemy z naszych indywidualnych dochodów. Narodowy Fundusz Zdrowia w żadnej mierze nie może wykreować dodatkowych pieniędzy, jak również nie może (poza lokowaniem okresowych nadwyżek w banku) pomnażać posiadanych zasobów. Zatem, jeśli chcemy więcej płacić lekarzom i pielęgniarkom musimy się najpierw dodatkowo opodatkować na ten cel. Żaden strajk, żadna pikieta nie może tego zmienić. Wymuszenie na Ministrze Zdrowia czy Prezesie NFZ odstąpienia od wprowadzanych oszczędności w jednych rodzajach świadczeń, oznacza konieczność poczynienia ich w innych rodzajach. Można odwołać ministra, można prezesa zmienić, można rozbić jeden wielki fundusz na kilka mniejszych, ale od zmian organizacyjnych nie przybędzie pieniędzy, podobnie jak od mieszania łyżeczką herbata nie zrobi się słodsza.
 
Nie wytrzymują też konfrontacji z realiami finansowymi jakże częste enuncjacje prasowe, dotyczące rozrzutnego wydawania środków przez NFZ, zakupu zbyt licznych samochodów służbowych etc. Tymczasem, jak wynika z corocznych planów finansowych NFZ, ogólne koszty administracyjne Funduszu mieszczą się w granicach 1,0 – 1,2% budżetu przeznaczanego na leczenie. Jeśli porównamy to np. z kosztami funkcjonowania polskich Otwartych Funduszy Emerytalnych, których wynagrodzenie dopiero od tego roku zostało zmniejszone do 3,5% wartości pozyskanych składek (wcześniej mogło wynosić aż do 7%!), kwota wydatkowana przez NFZ na administrację jawi się w zupełnie innych proporcjach. Dodajmy, że w Niemczech koszty funkcjonowania kilkunastu kas chorych ocenia się na ok. 5% wartości zebranych składek. Nie negując możliwości poczynienia pewnych posunięć oszczędnościowych (jak chociażby likwidacji „pionu mundurowego” w NFZ, w sytuacji przejścia naszej armii na zawodowstwo i pozbywania się nie tylko kuchni, ale też szpitali wojskowych) należy stwierdzić, że koszt utrzymania struktury organizacyjnej, zajmującej się dystrybucją nadzorem i kontrolą ogromnych środków przeznaczonych na ochronę zdrowia w Polsce, jest stosunkowo niewielki.
 
Można jakoś zrozumieć, że wyważone i racjonalne argumenty nie stanowią dobrej amunicji informacyjnej dla różnej maści tabloidów, wytaczających na swoje łamy kolejne armaty w stylu: „NFZ zabija chorych!” Łowiący sensacje i łaknący zainteresowania tłumów dziennikarze niejednokrotnie są przyczyną tworzenia się bałaganu decyzyjnego. Znacznie trudniej zaakceptować pasywne stanowisko Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia, które najczęściej przyjmuje charakter gaszenia kolejnych pożarów. Nie widać nikogo, kto byłby w stanie unieść ciężar przystępnego uzasadnienia widzom racjonalności dokonywanych wyborów medycznych i finansowych. Do trudnych rozmów przed kamerami wypychani są najczęściej rzecznicy prasowi, których największym atutem bywa nieprzeciętna uroda. Dlatego ciągle tkwimy w bagnie przeinaczeń i niedomówień.
 
Łukasz Piotrowy