TELEMEDICUS.PL



"GW": Pogotowie 4 godziny wiezie pacjenta do szpitala, bo na tym lepiej zarabia

4 godz. 15 min - aż tyle średnio polskie pogotowie wiezie pacjenta z zawałem serca do specjalistycznego ośrodka. I wcale nie dlatego, że ośrodków tych jest za mało. Pogotowie na długim wożeniu pacjenta zarabia - informuje "Gazeta Wyborcza".

Zawał serca to zatkanie jednej, rzadziej dwóch lub trzech tętnic wieńcowych. Krew nie dopływa do mięśnia serca i stopniowo on obumiera. Martwicy można zapobiec, udrażniając tętnicę - to tzw. balonikowanie. Liczy się czas. Jeśli zabieg zrobi się do dwóch godzin od wystąpienia bólu, serce może wyjść z zawału bez szwanku. Potem krzywa zniszczeń szybko idzie w górę. Po czterech godzinach martwica może objąć nawet 50 proc. tej części serca, którą zasilała zatkana tętnica; po sześciu - nawet 80 proc.
Dziesięć lat temu mieliśmy w Polsce tylko jeden całodobowy dyżur kardiologii inwazyjnej - w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Dziś takich pracowni jest ponad 100. Ale - jak pokazuje ogólnopolski rejestr zawałów - czas dowiezienia pacjenta na zabieg wcale się nie skraca.
Średnia dla Polski to wciąż 4 godz. 15 min, a w niektórych regionach grubo ponad 5 godzin! Na świecie przyjmuje się, że powinno to być około dwóch godzin.
- Wielu pacjentów zwleka z telefonem na pogotowie. Nie wiedzą, że to zawał, czekają, aż ból minie. Ale jest drugi powód: pogotowie, zamiast prosto na balonikowanie, wiezie ich do szpitala miejskiego i dopiero stamtąd odsyła się ich na kardiologię - odpowiada prof. Lech Poloński, śląski konsultant kardiologii.
Piotr Kukla, ochroniarz w kopalni Zabrze, trzy tygodnie temu dostał zawału w pracy. Zbadał go lekarz z punktu pierwszej pomocy i wezwał pogotowie. Z kopalni bliżej było do Śląskiego Centrum Chorób Serca, mimo to pogotowie zawiozło Kuklę do Szpitala Miejskiego. Tam lekarz z izby przyjęć potwierdził podejrzenie zawału i znów wezwał karetkę, która zabrała Kuklę na kardiologię.
Dlaczego pogotowie nie zawiozło go od razu do Centrum? Może dlatego, że gdy wzywa pacjent, pogotowie nie dostaje dodatkowych pieniędzy - bo takie wezwania obejmuje roczny kontrakt. Gdy natomiast karetkę wzywa szpital - pogotowie dostaje ekstra pieniądze.
- Chorych ze stwierdzonym zawałem mogą wozić tylko karetki specjalistyczne. Płacimy wtedy pogotowiu ok. 400 zł, choć to tylko kilka kilometrów - tłumaczy Jan Węgrzyn, dyrektor Szpitala Miejskiego w Zabrzu. - Jeśli u nas wszystkie karetki są zajęte, musimy czekać na jakąś z innego miasta. 
Pogotowie odbija piłeczkę. Że nie chodzi o pieniądze, lecz o przepis nakazujący wieźć chorego do najbliższego szpitala. Że w karetkach podstawowych nie ma już lekarzy, tylko ratownicy. Nie ma więc kto rozpoznać, że to zawał.
- Bzdura! - mówi prof. Poloński. - Wezwanie do zawału jest jednym z częstszych. Trzy czwarte chorych ma charakterystyczne objawy: ból w klatce piersiowej, bledną, omdlewają, mają zimne poty i ciemno przed oczami. Ratownicy uczą się tego przez trzy lata na studiach!